KONCERT „MUZYKA DUSZY” W SIEMIROWICACH KOŁO LĘBORKA

KONCERT „MUZYKA DUSZY” W SIEMIROWICACH KOŁO LĘBORKA

plakat klub garnizonowy leborkKiedy?  28 lutego 2016

O której? W godzinach 17:00 – 18:30

Gdzie? Klub Wojskowy 44 Bazy Lotnictwa Morskiego Siemirowice

Os. Na Skarpie 23, 84-312 Siemirowice

Bilety 25 zł. – p. Monika 790263815 oraz na pół godziny przed koncertem.
Prosimy o wcześniejsze przybycie, żeby zająć odpowiednie miejsce. Warto ubrać się wygodnie, wziąć maty do jogi/ćwiczeń, materac, koc – do leżenia i przykrycia. Dlaczego? Dlatego, że koncerty mis, gongów i śpiewu intuicyjnego są szczególne i wyjątkowe – najlepiej się zrelaksujesz i skorzystasz z dobrodziejstwa tych dźwięków leżąc i pozwalając sobie na wygodę, luz i relaks.

 

Bardzo dziękuję Monice Grobelnej z Dbam o Cud za zaangażowanie w organizację koncertu, a Klubowi Wojskowemu za zaproszenie!

 

Więcej o koncertach mis i gongów dowiesz się tutaj:

https://www.magdalenapfeiferarts.com/misy-i-gongi/

Zapraszam do obejrzenia również Aniołów i innych prac w Galerii Sztuk!

Zajrzyj też  na moją stronę na Facebooku – polub, podziel się, udostępnij

www.facebook.com/magdalenapfeiferarts

 

Posłuchaj koncertów mis i gongów oraz śpiewu intuicyjnego i nie tylko: https://www.magdalenapfeiferarts.com/you-tube/

 

Miłego odbioru!

 

 

O CARTE BLANCHE Z ANDRZEJEM CHYRĄ

O CARTE BLANCHE Z ANDRZEJEM CHYRĄ

carte blanche plakatMiałam rozbierać choinkę. Dawno się już sypała, nie miałam czasu zabrać się za to. I nagle któregoś wieczoru wróciłam wcześniej z pracy –jest czas na rozbieranie choinki! Jeeeee!

Żeby było mi raźniej, postanowiłam sobie włączyć film, lubię filmy i często kiedy coś robię, do towarzystwa włączam sobie jakiś. Z braku pomysłu zaczęłam czegoś szukać na VOD i… jest!!! Tak dawno chciałam go zobaczyć! Carte Blanche!

Włączyłam. Film się zaczął. A ja… zaczęłam rozbierać choinkę w baaaaardzo zwolnionym tempie… Właściwie przez znaczną część filmu stałam wpatrzona w ekran, z rękami pełnymi choinkowych ozdób, bo nawet nie przyszło mi do głowy, żeby odłożyć je na stół, albo – wykorzystując mniej przykuwające uwagę momenty – szybko to robiłam, brałam następne do ręki i dalej tak stałam… czasem tylko przysiadłam na krześle…

Film pewnie ma jakieś braki, ale wiecie co? Nie obchodzi  mnie to. Warto go obejrzeć! Dla świateł, dla zdjęć, dla portretu psychologicznego. Dla oczu Chyry. Pierwszy raz zobaczyłam Chyrę w „Wiedźminie” i te jego oczy, sposób gry tak mnie zauroczyły, że… kolejne postaci przez niego grane (te, które widziałam) wydały mi się miałkie, bezbarwne. A tu, w „Carte Blanche”… znów zostały pokazane ich błękit i głębia! Swoją drogą Chyra ma naprawdę takie oczy, spotkałam go kiedyś u nas  w teatrze, i przyjrzałam się – cóż, jestem  nimi zafascynowana!

Film bezapelacyjnie przykuł moją uwagę. Kadrowanie, efekty świetlne, sposób narracji… Zarysowane postaci i ich problemy. Piękna muzyka, świetne efekty akustyczne. To jest bardzo malarski film. Niesamowite wrażenie zrobiło na mnie „patrzenie oczami Kacpra”, obserwacja, jak rozwija się jego choroba. Podziwiam. Podziwiam twórców filmu za to, ze tak pięknie przedstawili historię lubelskiego nauczyciela (Maciej Białek) i podziwiam jego samego – za walkę o siebie, za walkę ze strachem, za spryt i inteligencję. Za empatię, charyzmę i podejście do młodzieży.

Dorota Kolak podobała mi się w roli oschłej, zapracowanej i trzymającej twardą ręka dyrektorki szkoły, wypadła bardzo wiarygodnie, w końcu to świetna aktorka (w dodatku z Gdańska! Ach!), Eliza Rycembel pokazała się  nam jako piekielnie inteligentna, ale zbuntowana nastolatka, a czemu zbuntowana? Ja już wiem, ale nie powiem! Nie będę spojlerować!

Mam taką refleksję, że to film o powierzchowności relacji międzyludzkich, o tym, że widzimy z czyjegoś życia tyle, ile ta osoba nam pokazuje i ile chcemy zobaczyć. Jest to też film o zaufaniu i strachu, że nie spełni się czyichś oczekiwań. Film o strachu przed brakiem akceptacji,  o tym, jak wciąż oszukujemy – siebie i innych i jak jesteśmy oszukiwani. Film o godzeniu się na to, co życie nam  niesie, o budowaniu siebie, o przyjaźni, tej istniejącej i umacniającej się z Wiktorem (świetny, ciepły Arkadiusz Jakubik) i rodzących się nowych przyjaźniach. O zmianie nastawienia – wzajemnie ludzi do siebie i do życia. Film o wartościach, przewartościowywaniu i szacunku. Wszystko to brzmi bardzo patetycznie, ale zapewniam, że tylko brzmi!

Obejrzyjcie go koniecznie, bo to też film o zwyczajnym życiu i o tym, że koniec naszego jednego świata może być początkiem drugiego, a tzw. „dopust Boży”, nieszczęście, jakie na nas spadło może być początkiem pięknej przygody, rozwoju i po prostu Życia – przez wielkie Ż.

Choinkę w końcu uprzątnęłam. Późno w nocy, powoli, w zamyśleniu i zachwycie kontemplując wciąż to, co zobaczyłam  na ekranie.

Carte Blanche (2015)

Reżyseria, scenariusz – Jacek Lusiński

zdjęcia – Witold Płóciennik

muzyka                -Paweł Lucewicz

montaż                – Jarosław Barzan

scenografia (scenograf)               – Marek Zawierucha

scenografia (dekorator wnętrz)               – Bartłomiej Bartłomiejczyk

scenografia (dekorator wnętrz)               – Jacek Gruszecki

O KONCERCIE ANDREA BOCELLI

O KONCERCIE ANDREA BOCELLI

ANDREA BOCELLI  (4)23 stycznia 2016w Ergo Arenie w Gdańsku odbył się koncert  Andrea Bocelli, w którym miałam zaszczyt brać udział, wraz koleżankami i kolegami artystami chóru i orkiestry Opery Bałtyckiej :))) pod dyrekcją maestro Marcello Roty!

Przyznaję, to było ogromne przeżycie! Przeżyłam w życiu trochę różnych występów, lecz  w takim wielkim przedsięwzięciu, z gwiazdą tego formatu i z tak ogromną widownią jeszcze nie brałam udziału! Na widowni Ergo Areny siedziało około 10 000 widzów! Możecie mi wierzyć, lub nie… ale to działa euforycznie, jak narkotyk 😉 i można się uzależnić!

Do tego te wszystkie światła jupiterów, atmosfera na scenie…

A gwiazda wieczoru… to prawdziwa gwiazda. Z klasą. Skromny człowiek, sympatyczny, uśmiechnięty. Fakt, że nie widzi tworzy dystans, ale też i szacunek ludzi wokoło.

Niech sobie wszyscy znawcy mówią co chcą – Andrea Bocelli to fenomen. Może i ma braki wokalne i interpretacyjne (bo ma), ale niewątpliwie za jego sprawą tzw. „wysoka muzyka” staje się coraz bardziej popularna i rozpoznawalna nawet wśród ludzi, którzy normalnie nigdy w życiu nie zainteresowaliby się muzyką operową – także jego ogromny wkład w jej popularyzowanie uważam za bezcenny! Dzięki niemu np. aria Turridu z Cavaleria Rusticana (https://www.youtube.com/watch?v=4CDAU9VOKk8 ) jest rozpoznawalna. Jego zasługi w tej  materii są niezastąpione! Wiem, wiem, Pavarotti, Carreras i Domingo – Ci trzej panowie i wielu innych, wybitnych śpiewaków też ma ogromny wkład. Ale Bocelli – chyba jest postrzegany jako jeden z nas. Zwykły chłopak. Jego ułomność też mu pomaga, poza tym jest niezwykle przystojny (nadal jest, mimo 58 lat i widocznego zmęczenia  na twarzy), a wiadomo, uroda też pomaga… Kiedy zaistniał  na scenie wzbudził zachwyt w mediach, (media go kochają i ludzie go kochają) mówiono – o ile pamiętam – że  to odkrycie, że to człowiek niewykształcony wokalnie, za to niezwykle muzykalny, talent wokalny. Naturszczyk. Dobrze wypromowany naturszczyk! Ale w końcu czemu nie? Śpiewać każdy może. Jeden lepiej, inny gorzej – tak podchodząc do sprawy Bocelli wypada całkiem nieźle, ba, bardzo dobrze nawet, niejeden z tenorów mógłby mu pozazdrościć czystego i świeżego jak  na swój wiek głosu, a te wszystkie długie i niewiarygodnie wysoko i pięknie wibrujące długie nuty, to marzenie niejednego z tenorów… i bardzo przyjemnie słucha się go na żywo. Jego repertuar jest pogodny, wprawiający w dobry humor, wzruszający. I o to przecież chodzi! Żeby ludzie czuli! Muzyka ma uszczęśliwiać i wzruszać!

Moim zdaniem Andrea Bocelli otwiera ludziom serca. I otwiera ich domy dla muzyki operowej!

Choć osobiście, na co dzień wolę wykonania arii operowych przez innych artystów, choćby wspomnianego wcześniej Domingo… ale to już takie zboczenie zawodowe…

 

Koncert był zorganizowany bardzo sprawnie. Wszystko było eleganckie, stonowane, żadnych fiku – miku. Na telebimie wyświetlane były zdjęcia i filmy ilustrujące muzykę, m. in. fragmenty z występów Bocellego. Całości dopełniło piękne, kolorowe oświetlenie, również widowni i delikatna mgiełka z dymów.

Niedowiarków pragnę zapewnić, że cały koncert był autentycznie na żywo, nie było żadnych playbacków! Choć z pewnością był „podrasowany” akustycznie. Podobno jedynie perkusja została dodana.

 

Jestem pod ogromnym wrażeniem dyrygenta, Marcello Roty! Jak  na wybitnego dyrygenta przystało  dyrygował niezwykle czytelnie. Na tym polega zapewne jego wybitność… Bardzo skoncentrowany, dokładnie wiedział, czego chciał – co jest oczywiste -i świetnie przekazywał to gestami. To była wielka przyjemność pracować z nim! To była wyjątkowa sytuacja i czerpałam z tego dużo przyjemnosci!

 

Mam jednak taką refleksję, dyskutowaliśmy też o tym w operze – w recenzjach i w artykułach dotyczących  koncertu zachwycano się  nad tym, że dyrygent świetnie podążał za solistą, który nic nie widzi, taki mieli wspaniały kontakt… Nie chcę umniejszać wspaniałości dyrektora Roty, bo jest ona absolutnie niezaprzeczalna! Ani wspaniałości Bocellego. Ale coś Wam powiem – każdy dyrygent operowy robi dokładnie to samo ze śpiewakami grającymi  na scenie, każdy śpiewak grający w przedstawieniu bardzo często znajduje się w sytuacji, kiedy nie widzi dyrygenta, nie ma szans na to, do tego jeszcze musi wykonywać zadania sceniczne,  a na koncertach solista często stoi PRZED dyrygentem… więc go nie widzi… – i wszyscy muszą sobie jakoś radzić! I dają radę. Na tym polega nasz zawód. Na słuchaniu. Na poczuciu muzyki. Na wzajemnym czuciu siebie. I  naprawdę  nie trzeba widzieć dyrygenta, żeby śpiewać! Trzeba słyszeć, umieć słuchać, trzeba mieć czujność i umiejętność szybkiego reagowania, jeśli dzieje się coś nieprzewidzianego. Bo czasami dzieją się takie rzeczy!… A widz/słuchacz nie powinien nic zauważyć…

Panowie Bocelli i Rota tak  naprawdę  mieli komfortowe warunki – mieli kontakt werbalny, nawet mogli się dotknąć, z pewnością ( co zresztą było widać) mają umówione sygnały, które wypracowali po latach wspólnej pracy, znają się obaj na wylot, to też wiele ułatwia.  Bocelli jest wykształconym instrumentalistą, zatem słuchać umie. Poza tym z pewnością jest wyczulony – w końcu nie widzi od bardzo wczesnej młodości, jego wewnętrzny wzrok i słuch, odczuwanie rzeczywistości jest dużo mocniej wykształcone, niż  nasze. Fraszka dla nich J

 

 

Wracając do kulis koncertu – ochrona była zwykle dyskretna – profesjonalnie, sprawnie,z kulturą. Obyło się bez incydentów. Bez szumu i sensacji. Wszystko było tak zorganizowane, aby wszyscy artyści byli jak najbardziej zadowoleni, bezpieczni, obsługa była bardzo miła i profesjonalna, bardzo pomocna.

Najważniejsza była muzyka i Andrea Bocelli wraz z gośćmi, zresztą  znakomitymi – sopranistką Alessandrą Marianelli i wokalistką pop Illarią Della Bidia, a także fantastycznym duetem gitarowym CARisMa.

 

Widzowie dostali to, czego pragnęli – ulubione przeboje w wykonaniu ukochanego przez nich wokalisty. Gustownie podane. Ma czar ten Andrea, to jest fakt niezaprzeczalny! Jest uwielbiany i to było czuć w Ergo Arenie! A nam, wykonawcom ta atmosfera się udzielała! Były momenty, kiedy odczuwałam niemałe wzruszenie, cieszyłam się tym, co się działo, naprawdę cieszyłam się atmosferą! Oddychałam nią!

 

Cudownie jest zobaczyć choć fragment koncertu i co się działo za naszymi plecami :))) i jeszcze raz wrócić do tych chwil, utrwalonych kamerami i na zdjęciach – filmy można obejrzeć w internecie oczywiście!

Będę miała wspaniałe wspomnienia!

 

 

Czytaj więcej i oglądaj na:
http://kultura.trojmiasto.pl/Andrea-Bocelli-oczarowal-publicznosc-w-Ergo-Arenie-n98273.html##tri

 

http://m.trojmiasto.pl/tv/Andrea-Bocelli-w-Ergo-Arenie-na-bis-13920.html

http://pomorskie.naszemiasto.pl/artykul/andrea-bocelli-wystapil-w-ergo-arenie-zdjecia,3631831,gal,t,id,tm.html

 

http://trojmiasto.tv/Andrea-Bocelli-Ergo-Arena-z-publicznosci-13919.html

 

http://trojmiasto.tv/Andrea-Bocelli-w-Ergo-Arenie-13921.html

 

http://kulturaonline.pl/wydarzenia/gdansk/ergo_arena/bocelli-z-chorem-i-orkiestra-opery-baltyckiej-e93233

 

 

O MAGII W CAFFE ANIOŁ

I poszło! Było. Ogromnie miło było 🙂 Dziękuję 🙂
Kameralnie, przyszli znajomi, osoby, które już na moich koncertach bywały, były też nowe osoby i wygląda, że się im podobało :)dla mnie… było troszkę rodzinnie, niezobowiązująco… powoli i spokojnie. Było też inspirująco, wywiązały się rozmowy, dyskusje, opowieści, wzajemne inspiracje. Cudownie 🙂 tak powinno być!

Zainspirowana przedwczorajszym nowiem Księżyca w Koziorożcu (który sprzyja odsiewaniu ziaren od plew, na konkretyzowaniu koncentrowaniu się i decydowaniu o tym, na czym nam naprawdę zależy, porzucając to, co jest nierealne, konsekwentnemu dążeniu do realizacji celów, marzeń,to też dobry moment na to, by wziąć odpowiedzialność za siebie i swoje życie), zainicjowałam takąż intencję – otwarcia się na realizację marzeń. Oby Wasze się ziściły!

Zaśpiewałam. Słowa same przyszły, ktoś po koncercie zapytał mnie, czy to, co śpiewałam było moje… tak. Było moje. Chyba, że… anielskie? Na pewno przyszła pomoc STAMTĄD. Może jeszcze to kiedyś zaśpiewam, pewnie z inną melodią, słowa inaczej się ułożą, bo już nie pamiętam, to był ten moment po prostu, choć po powrocie do domu udało mi się jeszcze uchwycić coś, bo wciąż jeszcze te słowa we mnie wibrowały, bardzo mocno zapadły we mnie… śpiew intuicyjny…
Dziękuję za te słowa. Dziękuję ludziom, którzy tam ze mną byli, bo zrobiła się… magia. I stąd te słowa, z tej magii z Wami.

Jestem górą
ogromną górą,
powoli rosnę, wyciągam dłonie do słońca

na imię mam Ziemia

jestem Matką i Ojcem

jestem oddechem, jestem płomieniem,
jestem lawą płynącą
wychodzę z cienia

jestem swoim spełnionym marzeniem
jestem przestrzenią bez początku i końca
czasem w bezczasie
bezczasem w czasie

jestem pełnią
jestem ciemnością i światła promieniem
jestem ciszy kosmosem
kropla krwi swojej
jestem swym Duchem i Ciałem

jestem
jestem
po prostu jestem

jestem korzeniem
jestem zmyśleniem
jestem istnieniem
spokoju chwilą
jestem spokojem
swą własną ostoją

jestem swym życiem
początkiem i kresem

jestem skałą niezłomną

jestem nasieniem
z którego wyrastam

jestem dźwiękiem
wibracją jestem

jestem górą
potężną górą
wygrzewam się w promieniach słońca
widzę z jej szczytu daleką przestrzeń
tę bez początku i końca

jestem
jestem
po prostu jestem
wciąż trwam

Tak, jak zapamiętałam, tak zapisałam. Korzystajcie z tego – emanuje to mocą Ziemi. Co w Was zagra – to sobie weźcie 🙂
Niech się dzieje i piękno niech się materializuje!

Dziękuję Caffe Anioł za gościnę!

Dziękuję Andżelice za zdjęcia 🙂

KONCERT „MUZYKA DUSZY” W SIEMIROWICACH KOŁO LĘBORKA

KĄPIEL W DŹWIĘKACH MIS, GONGÓW I ŚPIEWU INTUICYJNEGO 

Otrzymałam zaproszenie do zagrania koncertu mis tybetańskich, gongów i śpiewu intuicyjnego w Lęborku.  Z przyjemnością korzystam! Spotkanie odbędzie się w tamtejszej szkole jogi.

Proszę zabrać ze sobą dobry humor i wygodne ubranie, przydatny może być koc i coś do zakrycia oczu, aby łatwiej zapaść w stan medytacyjny. Maty do leżenia są na wyposażeniu sali. Bądźmy dobrzy dla siebie i nie szczędźmy sobie chwil głębokiego relaksu – to przynosi zdrowie i dobrą formę 

Termin: 24 stycznia 2016 r, godz. 14:00 – to pora, kiedy się startujemy, zatem proszę o nieco wcześniejsze przybycie, by w spokoju zająć miejsce, ułożyć się wygodnie, może porozmawiać, ponawiązywać kontakty.

Gdzie: Lębork, Szkoła Jogi , ul. Pomorska 5 C

 

Wstęp: 25 zł – W sprawie biletów i rezerwacji proszę kontaktować się z panią Moniką,

tel. 668 143 741.

 

Na koncercie będzie możliwość nabycia kubków lub toreb idealnych  na prezent walentynkowy 😉 akwareli, m. in. aniołów, mandali.

Zachęcam również do składania zamówień na obrazy energetyczne – anioły, mandale itd.

 

Do zobaczenia! Przesyłam serdeczności!

 

945846_977788778954147_1589310849425189793_n

Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.